Strona 1
DWA OBRAZY.
MIŁOŚĆ SZTUKI OBRAZ Z ŻYCIA ARTYSTY
Niedawno zwiedzałem dom obłąkanych z znajomym mi doktorem, który z obowiązku swego to czynił.
Nie prosta ciekawość spowodowała mnie do uczynienia tego kroku; lecz poszedłem tam, idąc za popędem serca, w nadziei, że obraz jaki się od rysuje na tle mej duszy skutkiem doznanego wrażenia zdołam skreślić wiernie i przedstawić go potem oczom innych, w celu przyniesienia ulgi tym isto-
tom odosobnionym od świata, których prócz doktora i zakonników mających nad niemi staranie mało kto odwiedza, i dla zwrócenia uwagi tym jednym przykładem na sposób leczenia obłąkanych.
Szliśmy długim i wązkim korytarzem; po obydwóch stronach były cele ponumerowane; w jednych mniej niebezpieczni waryaci połączeni z sobą, przechadzali się, śmiali, lub witali nas poważnie; winnych rozdzieleni i zamknięci, przez kratę tylko pokazywali głowy, wykrzywiając się okropnie i wydając przeraźliwe krzyki, które aż do głębi przenikały serce.
Przechodząc koło celi Nr. 17 ujrzałem przez kratę człowieka młodego z ogorzałą twarzą, wysokiem czołem, które zasłaniały w części w nieładzie spadające włosy czarne i długie, wijące się w pierścienie; wyraz twarzy miał szlachetny i niepospolity, oczy niebieskie tchnące łagodnością i dobrocią, ale razem pełne smutku i melancholii, którą wi-