Strona 15
jakie mogły być przyczyny tego stanu, w którym się muzyk znajdował. Opowiedziałem mu w krótkości wszystkie szczegóły, które według mego mniemania mogły się do tego przyczynić, niepomijając ostatniej z nim rozmowy, która niezawodnie najważniejszy wpływ wywarła. Gdy rozmawiałem z doktorem Marya oddaliła się od nas kilka kroków i niesłyszała nas pewnie; gdyż umyślnie mówiłem cicho, bojąc się rzucić w duszę Marji zaród podejrzenia, że ja stałem się przyczyną tego nieszczęścia, a może śmierci jej ojca, co by mogło zniszczyć jej miłość dla mnie.
Gdy skończyłem, doktór nagle jakby, natchniony zawołał: "skrzypce! skrzypce! tylko prędzej, spiesz się, a może jeszcze będzie ratunek. "
Zbiegłem natychmiast do mego pomieszkania i porwałem moje czarodziejskie skrzypce.
Na znak doktora pociągnąłem smyczkiem po strunach grając cudną aryę grobową.
Marya zadrżała, doktór zwruszeniem słuchał muzyki, zdając się zapominać prawie o chorym i o przyczynie, dla której grałem. Ja sam tylko na ten raz jeden zachowałem całą przytomność umysłu, i całe czucie wlewając w grę moją, wzrokiem ścigałem każdy promień życia rozjaśniający w tej chwili twarz kataleptyka. Powoli powieki jego poczęły się z lekka poruszać, jak gdyby wyrabiając łzę, która jak kropla ożywczej rosy spłynęła na twarz, potem westchnął mocno, a to westchnienie odbiło się W duszy Maryi anielską nutą, która zlana z dźwiękiem muzyki brzmiała w jej duszy tak cudnie i pięknie, jak hymn nadziei przy łóżu jej konającego ojca.
Muzyka zdziałała więcej w tej chwili, niżeli sztuka lekarska i jej pomoc zdziałać
mogły. Ojciec Maryi został ocalony; miłość sztuki, wrażenia zawiści i boleści wprowadziły go w ten stan tak podobny śmierci, czarodziejska moc muzyki powróciła mu życie, które niestety wkrótce miało zgasnąć.
Doktór przepisał lekarstwo choremu, i objawił środki leczenia go. Odtąd wraz ze mną i Maryą bezprzestannie czuwał nad łożem nieszczęśliwego. Często jednakże całe godziny w jego nieobecności spędzałem samotnie z Maryą, gdy jej ojciec pogrążony we śnie, nie mógł być świadkiem naszych rozmów i wzajemnych zwierzeń. Marya codzień smutniejsza, przeczuwała już blizki kres życia ojca, który wyprowadzony z katalepsyi wpadł w niewyleczone suchoty, a gorączka dzień po dniu trawiła ostatnie siły żywotne chorego.
Doktór zimny i obojętny człowiek na pozór, w głębi duszy chował najszczytniejsze uczucia szlachetności i cnoty. Od-