Strona 16
gadł on i przeniknął wzajemne serc naszych połączenie, i niewidząc już żadnego w swej nauce środka wyratowania ojca Maryi, chciał przynajmniej, aby jej przyszłość zapewnioną była na przypadek śmierci jego.
Pewnego więc dnia chcąc zbadać moje względem niej zamiary, wyprowadziwszy mnie z izdebki, gdzie Marya przy chorym pozostała, spytał mnie poważnym głosem, czy myslę poślubić Maryę.
Z zimną krwią przyjąłem to zapytanie, i z ust jego wyrzeczone nie zadziwiło mnie wcale. Uważałem jednak pewne wzruszenie w jego głosie, gdy te słowa wymówił do mnie; i dla tego domyślając się jakichś także w duszy doktora względem Maryi zamiarów, odpowiedziałem mu krótko i obojętnie:
— Tak panie, kocham Maryę, wszak to' jest dosyć wiedzieć dla pana, i poprzestaniesz zapewne na tej odpowiedzi?
— Bynajmniej, rzekł on, to nie jest dosyć, że pan ją kochasz i poślubisz, lecz chcę wiedzieć jeszcze, czy pewnym jesteś że zdołasz przynieść jej szczęście?
Zapytanie to dotknęło mnie, jednakże tłumiąc moje uniesienie, wprost nie odpowiadając na nie, rzekłem tylko.
— Szczęście Maryi będzie w mojej miłości, a ta się nigdy nie zmieni.
Doktór zamilkł, i tylko ścisnął dłoń moją, jak gdyby chciał powiedzieć: wierzę ci zupełnie. Lecz nagle ujrzałem jakąś chmurę na jego czole, i po chwili namysłu rzekł do mnie.
— Juliuszu, jesteś dobrym i szlachetnym, znam oddawna twój charakter i twoje serce, zdolny jesteś zapewnić szczęście kobiety, która z twoim swój los połączy; lecz pomnij na nieszczęście jej ojca, bo często żądza sławy i miłość sztuki wyższą jest nad miłość kobiety; biada tej,
która odda się takiemu i połączy swój los z losem zapaleńca.
Słowa te wymówił poważnym głosem, i po chwili ciszej z mocniejszem niż wpierw wzruszeniem dodał:
— Kilka już tylko dni życia mu pozostaje, trzeba ażeby Marya przed śmiercią jeszcze ojca była twoją żoną. Ona niewie jeszcze, że tak bliska żałoba ją czeka; niech przynajmniej dłoń konającego ojca pobłogosławi was, nim go Marya utraci na zawsze.
Nie pamiętam co odpowiedziałem na to, uścisnąłem tylko rękę. jego z prawdziwą wdzięcznością, dojrzałem dwie łzy powoli spływające na twarz doktora, lecz wtenczas nieodgadłem ich przyczyny. Prosiłem go, aby uwiadomił o tem ojca Maryi, sam zaś natychmiast pobiegłem oświadczyć jej to i żądać odpowiedzi.
Byłem pewny, że nieodmówi mi swej ręki, znalem bowiem całą silę jej milo-