Strona 17
ści dla mnie, i niezawiodłem się. Jednakże Marya żądała odłożenia naszego ślubu aż do chwili zupełnego wyzdrowienia ojca. Biedna! nieprzeczuwała jeszcze nieszczęścia, jakie ją wkrótce miało dotknąć. Na moje usilne prośby i udzieloną jej radę doktora, że tylko spokojność o przyszłość córki może przynieść ulgę cierpieniom chorego, Marya zezwoliła wreszcie oddać mi swą rękę, i dzień ślubu naszego oznaczonym został.
Przez te kilka dni ojciec Maryi zdawał się być spokojniejszym, chciał nawet powstać z łóżka mówiąc, że się czuje zdrowszym.
W wilją dnia oznaczonego w myśli na ślub mój z Maryą, pod niebytność naszą, gdy Marya od kilku tygodni pierwszy raz dopiero zdołała zejść do ogródka dla podlania wodą kwiatów, i ja udałem się także do pomieszkania mego, aby raz pierwszy po tak długiej przerwie wziąść do
rąk ukochane skrzypce i pomówić z niemi serca i duszy głosem.
Doktór pozostawszy sam z swym pacyentem zaczął z nim rozmowę, którą mi potem w zupełności powtórzył.
— Czy myślałeś kiedy panie o przyszłości twej córki, i ojej postanowieniu? rzekł doktór, nie wiedząc od czego zacząć, zacinając się w mówie. Chory zrozumiał myśl zawartą w tych słowach, i chmura smutku pokryła mu czoło blade i zorane zmarszczkami.
— Czy myślałem doktorze, rzekł, o! odkąd światło dzienne ujrzała, od pierwszej chwili jej życia, myślałem że może kiedyś będzie żoną sławnego człowieka, będzie żoną muzyka, artysty, i cała przyszłość córki mej zamykała się w tej jednej myśli... a dziś, doktorze, dziś tę myśl przeklinam, bo ona byłaby nieszczęśliwą, zgubioną, gdyby się spełniło moje pragnienie. Biada kobiecie, któraby ko-
chała mnie podobnego szaleńca, zapalonego wielbiciela sztuki, natchnionego żądzą stawy. Doktór zamyśli? się, i pogrążony w smutnem dumaniu nie zaraz zdołał odpowiedzieć na słowa jego.
— A gdyby też ten co kocha Maryą wyrzekł się sztuki, dla której mógłby ją zapomnieć, rzekł doktór z szlachetnem poświęceniem, czyliż i wtenczas wąchałbyś się powierzyć mu los twej córki"?
— O kim mówisz panie? zawołał z przerażeniem zrywając się z pościeli muzyk, miałżeby on... on... kochać Maryę; i ona uwierzyła tej miłości!... o nieszczęśliwe dziecie moje, biedna, biedna sierota!
— Ale tak jest, rzekł po chwili z goryczą i żalem, ja sam pozwoliłem na to zbliżenie, sam zachęciłem Maryę do tej miłości budząc w niej zamiłowanie wszystkiego co jest pięknem, Szczytnem, wielkiem. Sam wprowadziłem w mój dom Ju-