Strona 18
liusza, i za syna go uważając przeznaczałem na rnęża Maryi. Niestety! czemuż dopiero teraz, jedną już nogą stojąc W grobie poznałem jak wielkiem dla niej zgotował nieszczęście? O mój Boże, nazbyt srogo ukarałeś mnie, lecz nie karz i nie bierz pomsty na niej za winy ojca, który więcej kochał sztukę od własnego dziecięcia!
I zasłonił twarz swą rękami, a łzy obfite przez palce sączyły się powoli.
Doktór uspokajał chorego zapewniając, że miłość moja dla Maryi wyższą jest nad wszystko, że dla niej gotów jestem zrobić wszystkie ofiary.
Muzyk odpowiedział na to, nieco uspokojony temi zapewnieniami.
— A więc zezwolę na ich połączenie pod tym tylko warunkiem, jeżeli zupełnie wyrzecze się sztuki, jeżeli przysięgnie nigdy więcej niewziąść do rąk instrumentu, którego zamiłowanie mogłoby zniweczyć'
kiedyś miłość dla Maryi, tak jak ja zrzekłem się, nieczując w sobie sił stanąć na równi z pierwszemi mistrzami muzyki.
Mówiąc to, spojrzał ze smutkiem na skrzypce okryte czarną krepą, i wydawszy jęk głuchy upadł na łoże zalane łzami. Doktór uspokajał go, a za nadejściem Maryi, zostawiając chorego stararaniom córki, zeszedł do mnie uwiadamiając o wszystkiem co zaszło i powtarzając treść całej rozmowy.
Właśnie gdy wchodził, pierwszy raz od czasu choroby ojca Maryi, zdjęty niezwykłą pokusą, wziąłem skrzypce do rąk, i już miałem pociągnąć smyczkiem po strunach zaczynając grać, kiedym posłyszał stąpanie jego. Poznawszy chód doktora rzuciłem skrzypce z pośpiechem, aby ich u mnie w ręku nie zobaczył, i szczęściem dość wcześnie jeszcze nim wszedł do pomieszkania mego, zdołałem je zasłonić przed jego okiem. Ucieszony zezwoleniem ojcu
Maryi uściskałem doktora, przyrzekając mu zrobić wszystko czego tylko szczęście Maryi będzie wymagało. W uniesieniu radości gotów byłem prawie skruszyć skrzypce, cisnąć je pod nogi doktora, aby go zapewnić o mojej dla Maryi miłości; lecz nie uczyniłem tego, a skrzypce pozostały mi jeszcze abym na nich odegrał trojaką nutę, miłości, pogrzebu i rozpaczy.
Nazajutrz zrana odbył się ślub mój z "Maryą. Prócz doktora i jednej z dalekich krewnych moich, oraz młodego sąsiada Gustawa i stolarza sprzedającego trumny, którzy sami, pierwszy może z natchnienia poezyi, drugi z ciekawości, znajdowali się przy tym obrzędzie, nikogo więcej niebyło.
Po ślubie wraz z Maryą i doktorem powróciliśmy do siebie. Marya była pogodna i spokojna" bo wgłębi jej duszy żyła jeszcze nadzieja szczęścia, którego dzień ten miał być spełnieniem.