Strona 19
Czoło doktora było posępne, a usta drżały jak gdyby w paroxyzmie febry, gdy żegnając Maryę wieczorem składał jej zwyczajne życzenia szczęścia; prosił ją wówczas, aby go jak przyjaciela uważała. Niestety, ten pierwszy wieczór małżeństwa jakże był smutnym dla nas.
Gdyśmy pozostali sami, oboje milcząc, usiedliśmy przy łożu chorego, który cały dzień był wesół i spokojny, córkę po kilkakrotnie całował i błogosławił, mnie zaś synem swoim nazywał, i pokazując na Maryę błagał ze łzami ażebym ją uczynił szczęśliwą.
Przed wieczorem jednakże stał się milczącym, i bardziej jak zawsze niespokojnym; pot zimny występował mu na czoło, a twarz jakby wypieczona nie zwykłym gorzała rumieńcem. Oczy bystro patrzały, raz wraz zwracał to na mnie, to na Maryę, to na otaczające go przedmioty wejrzenie.
Ja usiadłem w nogach łóżka, Marya uklękła przy ojcu trzymając dłoń jego w swej dłoni. Lecz już widocznie siły go opuszczały, chociaż pokilkakrotnie chciał powstać z łóżka; jednakże oczy jego raz ostatni skierowały się na wiszący na ścianie instrument. Wźrok jego ożywił się i cichym wymówił głosem.
— Podaj mi skrzypce! Odsłoniłem czarną krepę i podałem mu skrzypce, u których wszystkie struny były porwane.
— O! nawiąż, nawiąż struny! zawołał na mnie błagającym głosem, jeszcze jest czas, ale śpiesz się, bo niedługo wszystko się skończy... o śpiesz się na miłość Boga, na miłość sztuki zaklinam cię... niech umrę grając, pozwól niech się raz ostatni dotknę tych skrzypców, niech głosem ich przemówię do was, niech z dźwiękiem muzyki dusza moja ztąd do nieba uleci
Chciałem mu przynieść moje skrzypce, ale żądał koniecznie, abym mu do jego własnych struny nawiązał. Uczyniłem zadość jego żądaniu. Wziął skrzypce do rąk. Marya klęczała ciągle blada i nieruchoma, ja stałem oparty o poręcz łóżka, mając oczy zwrócone na twarz konającego muzyka.
Pociągnął smyczkiem po strunach, i pieśń anielska, pieśń poczęta w prawdziwie świętem, boskiem natchnieniu, pieśń pochodząca z głębi serca, w której się wylała cała boleść i tęsknota wyrywającej się z objęć tego świata duszy, zabrzmiała jak hymn Israfila (1) w świętym przybytku nieśmiertelności nucona na cześć stwórcy wszech światów.
Zachwycony i uroczony potęgą tej muzyki w której konający skrzypek wydał całą słodycz i piękność talentu połączoną z silnem i głębokiem uczuciem, uklękłem także zdjęty czcią religijną dla Mistrza i
-------------
(1) Anioł melodyi.