Strona 2
dać było w całej jego twarzy wychudłej i bardzo bladej. — Ten wzrok szczególniej dziwnym mi się wydał, wyrażając łagodność i czułość, przy kościstej budowie i ogorzałej twarzy, które zazwyczaj są cechą ludzi silnych namiętności, żółciowego temperamentu. — Te oczy niebieskie umieszczone pod czarnemi rzęsami dziwne rzucały światło na twarz młodzieńca.
Kiedy zbliżyliśmy się do celi, w której był zamknięty, przez kratę wyciągnął ku nam ręce i błagającym głosem wymówił tylko ten jeden wyraz "skrzypce" i całą łagodność, boleść i smutek swej duszy skupił na raz wtem wejrzeniu, które zwrócił na doktora wymawiając prośbę.
Doktór pociągnął mnie za rękę i szepnął mi do ucha:
— To jest najniebezpieczniejszy waryat, dla którego niemam już rady. Nie zbliżaj się zbytecznie do kraty, bo kilkakrotnie już uniesiony szaleństwem wyrwał się, wyłamaw-
szy ją, i byłby może dopuścił się gwałtownego czynu, gdyby go nie ujęto. — Odtąd jestem ostrożniejszy i kazałem mu włożyć kaftan. Zresztą jego szaleństwo ogranicza się tylko na tem jednem wymaganiu, które słyszałeś przed chwilą, — żąda aby mu dano skrzypce.
— Dla czegóż nie uczynicie tego? rzekłem zdziwiony; — któż wie, może by to wywarło skuteczny wpływ na jego wyzdrowienie. — Jak w gorączkach często dobrze jest zastosować się do instynktu chorego i pozwolić mu na spożycie takiego pokarmu, jakiego sam zażąda, tak i w tym przypadku, mniemam, że najlepiej byłoby uczynić zadość jego wymaganiu, tem bardziej, że niemogło by być szkodliwem.
— Przeciwnie, zasadą leczenia obłąkanych iest opór ich woli; gdybyśmy we wszystkiem zgadzali się na ich żądania, nieraz niepodobieństwem byłoby uczynić im zadość, bojaźń i postrach są najlepszym środkiem w lecze-
niu obłąkanych, często nawet i gwałtowniejszych używać nam przychodzi. — Doktorze zmiłuj się! takim sposobem człowieka przy najzdrowszych zmysłach wpędzicie w ten stan i musi zwaryować; samym oporem i przestrachem niszczycie wszystko, co łagodnością i rozsądnem wypełnieniem wymagań chorego można by naprawić. Dla czegóż mu nie chcecie dać skrzypców, kiedy on rozumnie prosi was o to? odmówienie dopiero budzi w nim gniew; i ten człowiek, którego wzrok tchnął przed chwilą taką łagodnością i słodyczą, teraz ciska błyskawice najstraszliwszego gniewu.
Rzeczywiście waryat, gdy doktór z obojętnością mijał jego celę, jakby niesłyszał wymawianej prośby, teraz przyskoczył do kraty i z siłą nadzwyczajną szarpał ją, aby wyłamać i głosem ochrzypłym wołał:
— Skrzypce, dajcie mi skrzypce, potem zabijcie, tylko raz dajcie na chwilę... niech zagram raz ostatni."