Strona 21
kła chmura za życia pokrywająca czoło jego, znikły i zmarszczki wyryte na niem, a twarz przybrała wyraz błogiej spokojności i szczęścia.
Marya spojrzała na ojca, potem na mnie, i na swoją ślubną sukienkę, i milcząc odpięła biały welon i kwiaty jakie miała na skroni i do łona przypięte położyła na piersiach ojca.
O jakże nieraz zmarłemu przystoi splatać z mirtu i rozmarynu wieńce, jak często cyprys wykwita obok weselnej gałązki.
Ja podniosłem strzaskane skrzypce i położyłem je obok trupa na jednem posłaniu, potem twarz jego nakryłem tym samym welonem, który przed chwilą Marya miała przypięty na skroni. Jak reszta godzin pozostałego poranku upłynęła nam, niewiem; pogrążony w smutnych myślach i gorzkiem dumaniu, w smutnem świetle przedstawiałem sobie przyszłość Maryi w połączeniu zemną; balem się ażeby mój za-
pał do muzyki nie przeszedł w namiętność, a zamiłowanie sztuki w fanatyzm; bałem się nie o siebie samego, lecz o tę, której los tak ścisłe teraz połączony był z moim,: i uniesiony miłością dla Maryi, przejęty obawą ojej przyszłość, przysięgłem przy zwłokach jej zmarłego ojca porzucić skrzypce, i wyrzec się muzyki. Bo czyliż sława i poklask świata zdolne są zastąpić ciche szczęście domowe i to życie przeplatane miłością i rozkoszą, jakie mnie czekało z Maryą?
Uścisnąłem ją wtedy i powtórzyłem przed nią uczynione postanowienie. Marya z uczuciem wdzięczności spojrzała na mnie, a to spojrzenie wynagrodziło mi wszystko, w niem odbiła się cała miłość jej duszy; a ta miłość i ufność jaką położyła wemnie zmniejszała boleść i cierpienie, które ją dotknęło i żal tak wielkiej straty.
Słońce już dosyć wysoko było na niebie, oboje uklękliśmy przy łożu Zmarłego
modląc się za jego duszę. Ktoś lekko poruszył klamką i otwierając drzwi, które na klucz niebyły zamknięte wszedł do pokoju.
Był to doktor. Widok, który go uderzył, tak niespodziany i tak okropny, zachwiał jego siły, i musiał oprzeć się o ścianę ażeby nie upaść, nazbyt mocnem przejęty wzruszeniem.
Na szelest uczyniony przy otwieraniu drzwi powstałem i podszedłem ku niemu. Marya pozostała w tej samej klęczącej postawie nie spostrzegając przybycia doktora. Zbliżyłem się do niego smutnem przejęty uczuciem, podając mu rękę aby go utrzymać, i rzekłem:
— Patrz doktorze, żałobny cyprys za kwitł na grobie naszych nadziei!
Twarz doktora była blada i zmieniona, usta mocno drżały, gdy przemówiłem do niego, oczy głęboko zapadłe mdłem światłem świeciły; nagle chorowity rumieniec