Strona 24
była od zazdrości, cierpienia jakie ja znosiłem podwojone odbiły się w jej sercu. Pewnego dnia byłem na koncercie sławnego mistrza przejeżdżającego przez Warszawę. Publiczność przyjęła go z zapałem i obsypała tysiącem poklasków; ja tylko milcząc stałem oparty o filar, i ani jednym znakiem niepokazałem wzruszenia serca mego. Co się działo w mej duszy w tej chwili, chwili prawdziwego tryumfu sztuki, gdy mistrz tysiącznemi przyjęty poklaski stał pośród zgromadzonych słuchaczy jak archaniół w całym blasku chwały, o! tego opisać niepodobna.
Późno w nocy wróciłem do domu smutny i zamyślony. Marya spotkała mnie w progu witając, niespokojna dla czego tak się spóźniłem. Zimno odpowiedziałem na jej troskliwe zapytania i niechętnie dotknąłem ręki, którą mi podała.
— Czemuż nie poszłaś spać do tej pory? rzekłem.
Nic mi nieodpowiedziała, słowa na ustach skonały, łzy staneły jej w oczach. Pierwszy to raz od czasu naszego połączenia tak przykro mówiłem do niej, tak zimno powitałem.
Żałowałem w duszy mego postępku, łagodniej powtórzyłem słowa moje, prosząc Maryę aby się udała na spoczynek. Marya wypełniła moje żądanie i wolnym krokiem oddaliła się do sypialnego pokoju, jakby oczekując jeszcze, czy choć jednem tkliwszem słówkiem nienagrodzę jej zadanej przed chwilą boleści. Wzruszyło mnie to i uścisnąłem ją czule, zapewniając o mojem do niej przywiązaniu, i tłomacząc się dla czego tak późno wróciłem. Nieodkryłem jej jednak tego, że byłem na koncercie, niewiem sam dla jakiej przyczyny czułem w sercu obawę do odkrycia Maryi, że muzyka to, że wyrzeczenie się jej taką zmianę zdziałało wemnie, i nic nie wspomniałem o wrażeniach tego wieczora,
jakby lękając się odkryć Maryi, że w sztuce miała spół-kochankę.
Długo niemogłem zasnąć; tysiące myśli i wyobrażeń zmieniło się w mojej głowie, potem wszystkie myśli skupiły się w jeden punkt, w jedno wspomnienie tej chwili tryumfu, jaką miałem przed oczyma kilką godzinami przedtem, i uczułem jak kropla po kropli zabójcza trucizna spływała w serce moje, paląc je i dręcząc nieznośnie, i budząc w mej duszy dawne pragnienia powiększone żądzą sławy.
O! czułem wtenczas, że to ciche życie domowe, które wiodłem aż do tej pory, pieszczoty tkliwej żony, wzajemne przyszłego szczęścia marzenia, i to szczęście w teraźniejszości zamknięte, niezdołają wystarczyć dla mnie na całe życie, i pierwszy to raz począłem żałować, że przez miłość dla Maryi wyrzekłem się tej sławy, którą mógłbym pozyskać, wyrzekłem sztuki, którą kochałem niegdyś całą duszą