Strona 25
moją, której mógłbym się stać najpierwszym, najsławniejszym mistrzem.
Żałowałem mojej przysięgi; przecież niemożna już było przełamać jej, byłoby to świętokradztwem, które lękałem się spełnić, bo mi się zdawało, że duch ojca Maryi, przy którego trumnie wymówiłem tę przysiegę, stanąłby przedemną w chwili gdybym ją przełamał, i rzucił przekleństwo.
Dziwne sny dręczyły mnie tej nocy. Śniło mi się, żem się znajdował pośród wielkiego zgromadzenia słuchaczy, którzy oczekiwali aż grę rozpoczną. Cisza uroczysta tylko niekiedy przerywaną była słowy oczekując go i niecierpliwiącego się tłumu, który wołał: zaczynać! zaczynać!... Na podwyższeniu stał wielki ołtarz złoty, a w około niego grono Mistrzów sławnych, którzy trzymali się za ręce. Każdy z nich miał na skroni wieniec laurowy. Na dany znak każdy z nich wziął
do rąk instrument, i wszyscy razem poczęli grać, cudownie zgadzając się, z sobą; anielska harmonia spływała w moją duszę... uroczony potęgą muzyki i uniesiony zapałem, i ja sięgnąłem także po moje skrzypce i pociągnąłem smyczkiem po strunach.
Wtem krzyk Maryi przebudził mnie i wypuściłem z rąk skrzypce, które rzeczywiście przez sen zdjąłem ze ściany. Otrzeźwiłem się zupełnie, marzenie znikło, została rzeczywistość tylko. Mój sen zapowiadał mi tyle, i wszystko, wszystko zniszczył jeden krzyk kobiety, żony.
Spojrzałem w około siebie; lampa postawiona w kominie, gasnąca już, konającem światłem rozjaśniła pomrok otaczającej mnie nocy.
Przytem niepewnem światełku spostrzegłem, że Marya nie położyła się wcale, lecz tytko klęcząc przed wizerunkiem ukrzyżowanego Chrystusa w czasie modlitwy zasnęła. Niewiem jaki był powód krzyku
jej, który mnie ze snu przebudził. Nazajutrz dopiero Marya opowiedziała mi, że tej nocy miała sen straszliwy, lecz niechciała mi wyznać co jej się śniło, ja zaś nie dopytywałem się wcale.
Od tego czasu dostrzegłem wielką zmianę w Maryi. Wpierw spokojna i szczęśliwa, ufająca mojej miłości i wierząca jej zupełnie; nagle stała się smutną i zamyśloną, niespokojną, lękliwą, jakby przewidywała jakieś nieszczęście, które się nad nią miało spełnić. Z początku trwożyłem się tą zmianą okazującą się w niej tak widocznie, i przypisywałem to różnym przyczynom, starając się zbadać prawdziwy powód tego; lecz ona uporczywie milczała, niechcąc nic wyznać. I ja także wpadłem w ponury jakiś smutek, a nie znajdując dawnego szczęścia w domu powróciłem do pierwszych moich marzeń, i pragnienie przytłumione w sercu miłością dla Maryi odżyło w całej swej pierwotnej sile.