Strona 27
ścia marzeniom, szczęścia, któregom ja nieznalazł, którego ona próżno szukała, O! bo ja kochałem jeszcze Maryę; niestety! czemuż nie ją jedną tylko, czemuż więcej od niej kochałem sztukę?
Raz Marya powitała mnie z radością w sercu, z uśmiechem na twarzy, którego dawno już niewidziałem u niej; wyznała mi tajemnicę, która tak słodka wzruszyła jej duszę, miała zostać matką, a myśl ta już ją uszczęśliwiała tyle, że zapomniała nawet smutnego wrażenia, jakie jej oddawna pozostało po owym śnie, którego treści wyznać mi niechciała dawniej.
Niepodobna opisać z jaką radością usłyszałem wyznanie Maryi, W tej chwili gdy przyciskając ją do serca powtarzałem najtkliwsze zapewnienia mojej miłości, drzwi się z lekka otworzyły i wszedł doktór, który od dwóch miesięcy wyjechał był za granicę do wód, jak mówił, a jak się domyślałem dla rozerwania smutku i wy-
gładzenia z duszy wspomnieli, które zatruwały mu życie.
Wszedłszy ujrzał nas tak, mnie wzruszonego, Maryą z oczyma od łez mokremi... słowa powitania, słowa przyjaźni skonały na jego ustach; kiedy Marya podbiegła ku niemu, a podając mu swoją maleńką rączkę do pocałowania, wyrzekła te słowa z swobodną prostotą:
— Doktorze, mam ci cóś bardzo ważnego powiedzieć.
Na raz zrozumiał wszystko, odgadł jaka była treść naszej rozmowy, treść wyznania, które Marya miała mu zrobić, i tylko wzrok nieruchomy zwrócił na twarz jej, jak gdyby nieśmiał postąpić dalej kroku, jak gdyby obecność zrozpaczonego człowieka w tym przybytku szczęścia i miłości miała być bluźnierstwem i świętokradztwem. Lecz prędko minęło pierwsze wzruszenie doktora, a gdy Marya zdziwiona zapytała go.
— Jakto, nic się niedomyślasz przyjacielu"? co tobie, żeś tak smutny? czy dawno powróciłeś? a jak mogłeś tak długo wytrzymać bez nas? myśmy tu bardzo tęsknili za tobą!...
Zaledwie na jedno z tych zapytań wyrzeczonych razem mógł odpowiedzieć:
— W tej chwili powróciłem, i natychmiast przyszedłem do was, jeszcze nawet niebyłem u siebie w pomieszkaniu.
— Czy zawsze jesteś tak czułym doktorze jak dawniej? rzekłem nieco dotknięty jego słowy, choć te więcej przyjaźń samą, nie zaś inne żywsze malowały uczucie; lecz mnie już to rozgniewało, że tak zimno, tak dziwnie przyjął to wyznanie żony, którego domyślił się, i że nie dzielił zarówno z nami radości naszej.
Spojrzał na mnie smutnie, jak gdyby z wyrzutem, żem nie słusznie temi dotknął go słowy,
— O ja zawsze jestem czuły na nie-