Strona 3
— Doktór pociągnął mnie za sobą, i zdaleka jeszcze słyszałem głos ten ciągle też same powtarzający słowa, już to łagodnie jak modlitwę błagalną, już znowu dziko jak przekleństwo wściekłe, aż nareszcie ochrzypł zupełnie, i oddalony nie słyszałem go więcej.
Więzień ten niezmiernie mnie zajął i wzruszył. Niemogąc skłonić doktora, aby uczyniono zadość jego żądaniu, starałem się zbadać przynajmniej przyczynę jego szaleństwa i okoliczności tyczące się zamknięcia w szpitalu. Doktór z podziwieniem spojrzał na mnie, jakby mniemając, że powietrze zatrute oddechem nieszczęśliwych zatykając mi piersi, na chwilę przewróciło porządek moich wyobrażeń, iż mu takie pytanie zadałem.
— My nic o tem nie wiemy, rzekł mi, to do nas nienależy wcale; lecz dowiedzieć się o tem możesz od ojca Benedykta, który utrzymuje księgę czarną; w niej zapisane wszystkie szczegóły dotyczące każdego z mieszkańców tutejszego szpitala. Udaj się do nie-
go zemną, a może zaspokoisz choć w części twoją ciekawość.
Weszliśmy do celi Zakonnika, którego pobożnie słowy: "Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!" powitałem. Spojrzał na mnie uprzejmie, i odpowiedziawszy "na wieki wieków" prosił siedzieć, podając mi wyplatane trzciną krzesełko, które wraz z łóżkiem, stolikiem i szafką zapełnioną książkami stanowiło wszystkie jego sprzęty. Sam usiadł na łóżku; doktór uczynił toż samo.
Z ciekawością i wzruszeniem szukałem oczyma tej księgi nieszczęścia. którą właściwie czarną księgą doktór nazwał, z niej to miałem dowiedzieć się o szczegółach tyczących się waryata zamkniętego w celi pod Nr. 17
Mój towarzysz opowiedziawszy mu cel naszego przybycia, i przedstawiwszy mnie, prosił o objaśnienie, które mieć chciałem.
Ojciec Benedykt otworzył księgę i rachu-
jąc w myśli karty natrafił na Numer 17, pod którym zapisane było.
"Juliusz R... przybył do szpitala dnia 5 Marca 1836 roku. Przysłany przez Władzę policyjną z ostrzeżeniem, aby pilną baczność dawano na jego postępki, i z wszelką z nim się obchodzono ostrożnością; a mianowicie, żeby był oddzielony, gdyż jest niebezpiecznym waryatem."
— Tylko tyle, rzekł ojciec Benedykt zamykając książkę, Kommisarz Policyi przysłał mi go związanego pod dobrą strażą; z początku okazywał szaleństwo prawdziwe, i rzucał się na otaczających go, lecz teraz jest znacznie spokojniejszy; chociaż pan doktór "mówi, że to jest nie wyleczony waryat. Jego obłąkanie objawia się tylko wtem jednem codziennem żądaniu, aby mu podano skrzypce, coś pan przechodząc bez wątpienia słyszał. Ma to być muzykant, który posądzany jest o jakieś czary i o zabójstwo żony. Pierwszemu niewierze wcale, bo religja