Strona 35
tne wspomnienia, ja nigdy już grać niebędę! przysięgam ci to!,
— Cofnij twoją przysięgi, niechce. jej teraz... Juljusza! Juljuszu! ja cię sama proszę o to, graj! w tej chwili błagam cię!
I upadła przedemną na kolana.
— Patrz moje dziecie umiera, może zatrzymasz jego duszę, może obudzisz zanim się w śnie śmierci pogrąży!
Spojrzałem na kolebkę; światło dogasającej lampy oświeciło twarz dziecięcia wykrzywioną konwulsyami. Marya powtórzyła swoje błaganie!
Porwałem skrzypce. W tej chwili lampa zgasła, i wszystkie naraz struny pękły za pociągnięciem smyczka, a w moich uszach zabrzmiały straszne słowa sennej przepowiedni: zapóźno! zapóźno!
Marya uklękła nad kolebką i załamywała ręce; ale ani jednym jękiem niewydała swojej rozpaczy. Ja stałem trzyma-
jąc skrzypce w ręku, jak posąg bez ruchu i myśli.
W tem zdało mi się, że jakiś płomyk niebieskawy wyleciał z ust dziecięcia płynąc, płynąc zbliżał się do mnie. jak gdyby dusza maleńkiego... I potem ciemność otoczyła nas w około, a ja zamknąłem oczy jakiemś nieziemskiem owiany tchnieniem, i zdawało mi się, żem Słyszał szelest przelatującego nademną anioła śmierci.
Niebędę szczegółowo opisywał wszystkich okoliczności dotyczących pogrzebu.
Ów nieznajomy, którego widziałem w szynkowni był rzeczywiście bratem ojca Maryi, a nadzwyczajne pomiędzy braćmi podobieństwo usprawiedliwiało mój dziwaczny domysł. On to powróciwszy z dalekiej podróży, dowiedziawszy się o śmierci brata i o losie synowicy, czuwał nad' nią, i opiekował się Maryą, niewidomą.
ręką udzielając jej wsparcie i obsypując dobrodziejstwy.
Jak upłynęły nam pierwsze tygodnie po śmierci dziecięcia nie zdołałbym opisać także, i daremnie rozdzierając serce musiałbym chyba krwią moją zapisać te karty. Marya zamiast rozpaczać i płakać, ani jednym jękiem, ani łzą nawet niewydała swojej boleści; lecz pogrążona w niemem osłupieniu, nieruchoma i blada, całe przepędzała godziny nad próżną kolebką dziecięcia.
'Doktór powrócił niedługo, i dowiedziawszy się o wszystkich okolicznościach i wypadkach z dni ostatnich, pilnie począł badać stan umysłu Maryi, i pewnego razu z żalem oświadczył mi, iż się obawia aby to niebyła czarna melancholia.
Niestety sprawdziło się domniemanie jego.
Marya od śmierci dziecięcia zmieniła się widocznie, wychudła i zbladła, a z dawnych wdzięków i urody pozostały jej