Strona 38
— Spróbuję jeszcze tego sposobu, ale dziś już późno, odłożymy to na jutro.
Pożegnałem go prosząc, aby nazajutrz pozwolił mi być obecnym temu: z chęcią przystał na to, a ja smutny i zamyślony powróciłem do domu.
Przechodząc przez Nowy Świat ujrzałem czarną trumnę wystawioną przed bramą domu, obok którego mieszkałem; kilkoro ludzi zebrało się przy niej i rozmawiało dosyć żywo, a lubo niestarałem się przysłuchiwać opowiadaniu, kilka wyrazów posłyszanych przypadkiem zaostrzyło moją ciekawość.
Zbliżyłem się i spytałem: kto umarł.
— Żona muzykanta, rzekł jeden z obecnych, żona waryata, czarownika, który zamykał w skrzypcach dusze ludzkie; toć cała Warszawa wie o tem, a jegomość z przeciwka nie miałby wiedzieć? Rzecz dziwna, że tak blizko mieszkając, ani słowa niewiedziałem o tem aż do
dnia dzisiejszego, w którym z ust samego muzykanta dowiedziałem się o wszystkiem. Tak to się dzieje w wielkich miastach, gdy w jednym domu umiera nieszczęśliwy, w drugim bawią się i tańczą niewiedząc nawet o tem.
Chciałem sprawdzić opowiadanie Juljusza; zupełnie zgadzało się z tem, co usłyszałem od jednego z mieszkających w tym samym co on domu.
Marya skutkiem gwałtownego uderzenia, które w uniesieniu i rozpaczy zadał jej Juljusz zachorowała, i to, było przyczyną jej śmierci.
Ciekawy byłem zobaczyć umarłą, i po ciemnych schodach wbiegłem na pierwsze piętro, gdzie według opowiadania Juljusza było jego pomieszkanie.
Drzwi były otwarte, wewnątrz na łożu okrytem czarną zasłoną leżała Marya blada i bardzo zapewne zmieniona, bo ani śladu niepozostało dawnej piękności,
o której wspominał Juljusz. Wielka rana na lewej skroni, której niezasłaniały włosy dała mi poznać, że niezawodnie uderzenie było przyczyną jej śmierci, potwierdziła to, co mi mówiono.
Oburzyłem się przeciw Juljuszowi, zajęcie jakie miałem dla niego przeminęło, bo on rzeczywiście był zabójcą żony I przyszła mi na myśl śmierć ojca Maryi i śmierć jej dziecięcia, której on także był powodem; i już teraz obwiniałem go o potrójne zabójstwo, a nawet wyrzucałem sobie, że tak mocno zająłem się nieszczęściem człowieka, który przez zamiłowania sztuki tylu nieszczęść stał się sprawcą.
Kilka świec paliło się w pokoju, nikogo niebyło przy zmarłej, prócz jednego tylko człowieka, który siedział wsparty na dłoni i nawet niezwrócił uwagi na moje przybycie.
Z uczynionego mi opisu poznałem na-