Strona 39
tychmiast doktora, o którym tyle razy w opowiadaniu swem Juljasz wspomniał. Wzruszyły mnie smutek i boleść jego, i spojrzałem na tego człowieka w pełni życia i zdrowia, którego twarz i czoło wczesnemi zorane zmarszczkami, dawały poznać ile cierpień zniósł w krótkiem jeszcze życiu, z przyczyny niedzielonej miłości, a włosy jego w ostatnich dniach posiwiały nieco, i miejscami odsłoniły szlachetne i wyniosłe czoło.Żal przejął mi serce, lecz ani jednej łzy niemogłem uronić. Są chwile, że łzy byłyby bluźnierstwem, serce tak zaboli, że i płakać nie można.
Uklękłem przejęty smutnemi myślami, i modlić się nawet niemogłem; aż łoskot zbliżających się kroków przebudził mnie z tego smutnego stanu.
Wniesiono trumnę, położono w niej umarła...
Prawie, nie wiem, co się wokoło mnie
działo potem, aż uderzenie młotka wróciło mi przytomność, myśl, czucie: zabijano trumnę! Spojrzałem na doktora, on spojrzał w niebo, jakby mówił, że tam z nią jeszcze spotka się może, potem na krzyż z wizerunkiem Zbawiciela wiszący na ścianie, jakby w Religii pragnąc czerpać siły do zniesienia ostatniego ciosu.
Wyszedłem za trumną, doktór szedł za nią także — pieszo — po błocie; gdy inni szli sobie prosto, wygodnie, tretoarem, nucąc żałobną pieśń pogrzebu. Rzuciłem garstkę ziemi na trumnę zmarłej, doktór toż samo zrobił; potem tłum się rozszedł, powrócił do domów; on został jeszcze i długo modlił się na grobie... a powoli, powoli łzy wypłynęły na blade jego lica.
— Umarła, rzekł cichym głosem, Bóg mi ją zabrał, niech się stanie jego święta wola! ale ludzkość żyje, dla niej, dla bliźnich moich żyć powinienem! Boże, dodaj mi sił, abym w zupełnem poświęceniu
się dla ludzkości znalazł to szczęście, jakiegom próżno szukał w miłości kobiety!
Odtąd niewidziałem go więcej. Spełnili owe poświęcenia, do których się gotował, lub czy je spełnia jeszcze; niewiem; lecz modlą z duszy, aby więcej było podobnych jemu, tak świętą jak on miłością bliźnich natchnionych.
Czy Bóg wysłucha moją modlitwę?... O! niewątpię, i z całej duszy wierzę temu!
Nazajutrz po pogrzebie Maryi tak mocno byłem przejęty wrażeniami dnia poprzedzającego, że zapomniałem wcale o godzinie naznaczonej do odwiedzenia Juljusza. Tydzień już upłynął, gdy pewnego dnia spotkałem się z znajomym mi doktorem; opowiedział mi koniec powieści, który tu dosłownie kładek pt, im
— Do godziny 8-ej wieczór, rzekł, czekałem na ciebie; a gdy nieprzyszedłeś w oznaczonym czasie wpadłem na myśl,