Strona 41
domagał skrzypców, które to żądanie było najprawdziwszym dowodem jego szaleństwa. Cóż myślisz o tem?
— O! daj mi, daj te skrzypce, zapłacę ci za nie na wagę złota; rzekłem, oddam ci dziesięć lat życia mego za nie, tylko mi je daj; bo ty niewiesz, ty nic nie czujesz, czego niedojrzysz gołemi oczyma.
— A weź że je sobie, mój kochany, i daj mi święty pokój. Myślisz żebyś mi łaskę uczynił dając 10 lat życia, jeszcze życia takiego jak twoje, w marzeniach i poezyi, którebym niezawodnie w szpitalu waryatów przepędził. Przyslej do mego pomieszkania, a dam ci te skrzypce; tylko uważaj pilnie na czwartą strunę a jak się sprawdzi przepowiednia waryata to dopiero uwierzę twojej filozofii.
Pobiegłem sam za doktorem i wziąłem
skrzypce, które zawiesiłem na ścianie po nad łóżkiem mojem
Niedawno w nocy przebudziłem się na dźwięk głuchy, który wydała jakby zerwana struna. Zapaliłem co prędzej świecę, i obejrzałem skrzypce; nietylko struna czwarta była zerwana, ale i deka przez środek pękła.
Niemogłem już zasnąć, i niespokojny oczekiwałem dnia. Nazajutrz zaledwie ubrałem się, wybiegłem na miasto; lecz nieśmiałem dowiadywać się u doktora, aby niewystawić na pośmiewisko przepowiedni Juljusza, gdyby żył jeszcze.
Wieczór doktór przyszedł do mnie i rzekł:
— O godzinie 3 w nocy umarł; a coż czy się sprawdziła przepowiednia?
Pokazałem mu skrzypce, potrząsnął głową, ale nieuwierzył
— Wiele jest dziwów, o których nic śniło się nawet filozofom naszym, rzekł do mnie słowami Szekspira; ale i filozofia kłamie (dodał śmiejąc się szyderczo,) lecz nieśmiał już zbijać mego zdania, mając dowód przed sobą, rozbite skrzypce i zerwaną strunę..
Obadwa pogrążyliśmy się w myślach, ciemność nas otoczyła, zapomniałem nawet zapalić świecy, i on także mocno się zadumał.
W tem spojrzawszy przez otworzone okno, błądząc okiem po niebie, natrafiłem jedną gwiazdkę, i przeczuciem czy samowolnie wybrałem ją sobie, mówiąc: to jest gwiazdka mego przeznaczenia, ona mi wtem życiu przyświecać będzie, a gdy zgaśnie i ja żyć przestanę.
Odgadł moje myśli, czy podsłuchał słowa wyrzeczone z cicha i rozśmiał się na wpół głośno: on zawsze szydził z mojej poezyi i z marzeń moich.