Strona 43
LUTNISTA
1
Na zamku hałas, wrzawa; za stołem
Siadł wojewoda w panów drużynie,
Panowie bracia usiedli kołem
Szlachta się pali, a węgrzyn płynie.
Krążą kielichy z ręki do ręki.
Ależ nie samym chlebem człek żyje,
A kto wesoły — ten wino pije,
A komu smutno — to chce piosenki!
I tu choć wrzawnie, lecz w serca głębi
Jest cóś co zapał radości ziembi.
Więc wojewoda znak dał: do sali
Wszedł młodzian w ręku trzymając lutnię,
I dzwoniąc w struny, zanucił smutnie,
A goście pijąc pieśni słuchali;
Aż pieśń ich słodko ukołysała,
Bo nową w serce pociechę wlała.
I wojewoda rozchmurzył lica,
Ale nie wino pokój mu dało,
Oto na salę weszła dziewica,
Piękna jak anioł, ubrana biało.
Jej szyjka śnieżna jak lilja w maju,
Na ustach róże dwie rozkwitają,
W jej oczach safir; jak krople rosy
Dwie na nich łezki z pod rzęs jaśnieją;
Lica uśmiechem szczęścia się śmieją;
A z ramion czarne spływają włosy.
Pierś się kołysze pod szatą cienką,
Snać już miłości sercem pożąda;
Dwoje aniołków z ocz jej wygląda.
O! komu ona chętną da ręką
Pierścionek ślubny, i ślubny wieniec,
Kto miłość w sercu dziewicy zbudzi,
Ten najszczęśliwszy z pomiędzy ludzi,
Ten najszczęśliwszy w świecie młodzieniec!
Jeżeliś marzył piękność anioła,
Jeżeliś kiedy widział go w myśli,
Jeśli przynajmniej dusza wywoła
W snie obraz taki, co się nie kreśli,
Co się nie spotka nigdy na jawie,
O! ja ci powiem: zawsze i wszędzie,
Obraz odbiciem nawet nie będzie
Tych wdzięków, które znajdziesz w Wisławie.
Szesnasta wiosna dla niej upływa;
Ale jej dusza wcześnie dojrzała,
A dusza piękna, niewinna, tkliwa;
Jakby z świętemi przyjaźń zabrała,
I od nich innem tchnieniem pojona,
Boskiej świętości czarem przejęta,
Sama śród ludzi błogosławiona,
Sama bez grzechu była jak święta.
O! wojewoda córę też trzyma,
Jak złote ptasze w zamkniętej klatce:
Ona obliczem podobna matce.
Dla niego szczęścia większego niema,
Jak patrząc w lica dziewicy cudne,
Czytać w nich piękność nieboszczki żony,
Nieraz tak patrząc w mą zachwycony.
W rozkoszne chwile przemieniał nudno.