Strona 44
I tak ten skarb swój starannie pieści,
Że każdą bez niej chwilkę obrzydzi,
A gdy Wisławy przez dzień nie widzi,
Za nią z tęsknoty schnie i boleści.
A jeśli znowu chmurą mu lica,
I troską kiedy przybierze dusza,
Widok jej serce zbolałe wzrusza,
Uśmiech na usta niesie dziewica.
Tak i w tej chwili był smutny: — ona
Spędziła chmurę, radość z ocz błyska.
Ojciec dziewicę tuli do łona,
I jak kochankę córę swą ściska.,
A Dymitr śpiewak patrzał milczący,
Z niemą zazdrością okiem ich gonił,
Niby nie chcący w struny zadzwonił;
Aż strun trzy w lutni zerwał nie chcący.
— "No, odejdź chłopcze!" rzekł wojewoda.
Wstał Dymitr, odszedł, usta mu zbladły,
A z oczu na twarz dwie łzy upadły.
Łez nie widziała dziewica młoda;
Lecz ojciec kiedy podniósł wzrok w górę.
Spotkał Dymitra wzrok lak straszliwy,
Że w ustach wyraz ostygł mu tkliwy,
Lica się w czarną powlekły chmurę.
2.
Oto wieczorne wstają tumany,
W mglisty się całun kładą po błoniu;
Jeździec na szybkim harcuje koniu,
Koń czarny, jeździec czarno ubrany,
A z nozdrzów konia ogień wypryska,
A z oczów jeźdzca płomień się leje.
Wicher jak szatan w stepie się śmieją,
A po niebiosach kłębią chmurzyska,
Snać jakiś śmiałek, co w noc tak jeździ!
Oj! nieżal jeźdzca, lecz żal rumaka,
On. pędem wichru, on lotem ptaka
Mknie się jak sęp, co w górach się gnieździ,
Mknie po czacharach, ostach i wrzosach,
Noc ciemna! miesiąc tylko z chmur świeci.
Kilka się błąka gwiazd po niebiosach,
A jeździec w stępy jak upiór leci.
Aż znowu miesiąc niknie z gwiazdami,
Rosa perłami padła na trawie,
Chmury jak siwe ciągną żurawie,
A koń i jeździec pędzą z wiatrami.
Czy jemu nie strach, czy z czartem trzyma?
Człek się po nocy w podróż nie puszcza,
A tu ni drogi, ni ścieszki niema,
Niebo nad głową, a w koło puszcza!
Dzika to roszkosz! ot gdy masz w duszy,
Trochę kłopotu, lub troski wiele,
Puść się w step, kiedy wiatr świszcze w uszy,
I gdy się piorun u stóp twych ściele;
Kiedy ci burza studzi pierś w zimnie,
A ty jak szatan z wiatrem się gonisz;
O! to poezya! ty piosnkę dzwonisz,
A tu ci burza w tóruje w hymnie.
Jemu niemiło, choć step przestrony,
Widać na serce ciężko on bolny,
Oto jak sokół z klatki puszczony,
W ojczystym stepie buja tak wolny,