Strona 45
A jakiś ciężar pierś mu przyciska.:
Co spojrzy w niebo — to gwiazdy gasną;
Nawet tu jemu jeszcze za ciasno,
Jakby się na pierś kładły chmurzyska.
Pogładził czoło, pomuskał wąsa,
I łza spłynęła na blade lica,
Łzę otarł z oka, deszcz z burki strząsa,
Została tylko w sercu tęsknica.
Co ci Dymitrze, co ci młodzieńcze,
Czy ci już piewcą naszym być nudno,
W czem że to cierpisz, biedny szaleńcze,
Że tak się kryjesz w puszczę bezludną?
Czy ci mirtowy udał się wianek,
A w śmiałą dłoń go niemożesz dostać?
O! lepiej w stepie było ci zostać,
Niźli w pałacach szukać kochanek!
Oto weź lutnię — uderz nam w strony,
Piosnka kochanka, dumka siostrzyca,...
Ona tak serce i duch zachwyca,
Ani też zdradzi. A tyś szalony,
W jedną dziewczynę zatopił oczy,
I całem sercem przylgnąłeś do niej:
Miłość jak robak serce nam toczy,
Eh! porzuć miłość, i nie myśl o niej!
Bo komu niebo duch wieszczy dało,
Kto stworzon, żeby ludzi zachwycać,
Nie warto lada cacko pochwycać,
I swoją szatę zabrudzić białą.
Ten oto pieśnią z niebem rozmawia,
A ludziom skarby swoje rozkłada,
I tajemnice święte objawia,
Które sam we śnie natchnienia zbada.
Bo komu Pan Bóg udzielił kluczy,
Żeby się myślą do nieba wdzierał,
Ten się — ot jak ptak po ziemi włóczy,
Gdyby posłaństwo swoje zapierał.
Temu nie miłość świecka na myśli,
Ten duszę z duszą braci ożeni,
I przeszłe czyny w oczach im kreśli,
I złote ziarna w sercach rozpleni.
A chcesz li zbierać kłosy dojrzałe;
To ci z lauru wieniec spleciemy,
I twoją wieszczą skroń uwieńczemy,
I będziem twoją rozgłaszać chwałę.
Chociaż ta niwa dziś prawie pusta,
I nieraz ziarno na piasku zgnije;
Chociaż niewarto otworzyć usta,
Jeśli nie słucha ucho nieczyje;
Ależ i dzisiaj słuchać jest komu.
A choćbyś jak cień zniknął bez wieści,
O! lepiej upaść od burzy gromu,
Niżeli więdnąć i schnąć z boleści,
Albo w objęciach zasnąć dziewczyny;
Lepiej że laur na grób zaszczepią,
Niż kiedy do twój trumny uczepią
Jaką nikczemną gałęź kaliny.
Nie słucha Dymitr i pędzi dalej,
Ha! gdyby w piekło — to się nie wstrzyma.
Bo komu miłość serce rozpali,
To i pokoju, i szczęścia niema.
O! bo syn stepu gorąco czuje,
I on ma serce, a jak w wulkanie
Krew się w niem burzy, kipi, wiruje,
Jemu ból także dolega w ranie.
Wypuśćcie źrebię, co w stepie wzroście,
A zaraz na wiatr rozpuści grzywę,
Za stadem goni wnet niecierpliwe,
I pryska ogniem, i rży radośnie.
Albo też orła puśćcie z więzienia,
A wnet wyleci szukać orlicy,
Tak samo młodzian szuka dziewicy,
Płomień drugiego szuka płomienia,