Strona 47
Dwa więc zwierciadła wróżka stawiła,
I świec dwie płonie pomiędzy niemi;
Dziewcze je ściga oczmi łzawemi,
Aż świec dwadzieścia cztery zliczyła.
I — ot w zwierciadle ujrzała zbliska
Postać Dymitra, Dymitra lica,
A z jego oczów strumień łez tryska,
Ogniem miłości płonie źrenica.
I coraz bliżej... Ona niewierzy..
Światło zagasło... blada, zlękniona
Chwieje się, chyli, powstaje, bieży,
Na pierś Dymitra padła zemglona.
I znikła wróżka; żadne z nich niewie,
Jakim sposobem z komnaty wyszła.
W któtce Wisława do zmysłów przyszła,
Z objęć młodzieńca cofa się w gniewie,
Ale jej jeszcze na myśli leży
Wspomnienie wróżby, i twarz jej płonie;
Czuie całunek; ale niewierzy,
Że młodzian na swem pieścił ją łonie.
Ależ się trzeba obudzić przecie,
Bo Dymitr przy niej, bo jego tchnienie
Pali jej piersi, serce jej gniecie,
Bo w jego ustach ognia płomienie.
Przed chwilą jeszcze tak bladą była,
Teraz na twarzy dwie róże kwitną,
Łza się z źrenicą pieści błękitną,
Z jasnych się oczów na twarz stoczyła.
"Ah! co ci, luba? Dymitr jej rzecze,
Po co ty płaczesz, gdy jesteś przymnie?
Ciebie gołąbko chowali w zimnie;
A tu z mej piersi zdrój ognia ciecze.
Jam dziś po stepie szalał z wiatrami,
Jeszcze tam koń mój na deszczu moknie;
Tylko com wrócił — patrzę po oknie,
Czy mi nie błyśniesz piękna oczami.
A tak mi nudno na sercu było,
Nieznośny ciężar duszę przytłoczył,
Taki mię smutek rzewny otoczył,
Aż mi się w oczach od łez zaćmiło.
Spojrzałem w okno, — widzę zwierciadła,
I pomyślałem: coś się tam święci!
Jakoś bez woli, pomimo chęci
Podparłem okno, — szyba wypadła.
I widzę ciebie, i słyszę miła,
Żeś po imieniu na mnie wołała,
Jakaś ku tobie pchnęła mię siła,
A tyś w objęciu mojem zemglała.