Strona 5
na twarzy. Smutno mi się zrobiło na sercu, odwróciłem się aby ukryć łzy, które i mnie także mimowoli zakręciły się w oczach. Spostrzegł moje wzruszenie, i głosem przenikającym do głębi duszy rzekł do mnie.
— Kto-ty jesteś, powiedz; czy wiesz co to jest miłość sztuki, czy zdołasz pojąć mnie, czy zrozumiesz moją boleść jeżeli ci otworzę serce'? — Miłość sztuki! rzekłem... o, ja znam inną miłość, tak świętą jak miłość sztuki... ja jestem... jestem... poetą... nieznany... obcy... niepojęty, czekam szyderstwa, i walczę przeciw nienawiści świata, bo gardzę jego poklaskami.
— Więc ty mnie pojmiesz, ty mnie zrozumiesz, rzekł on; malarz, poeta, muzyk, to bracia jednej matki, wypiastowani pod wpływem jednych i tych samych wrażeń, ich dusze w jednem niebie natchnienia wspólny chrzest wzięły i przysięgły sobie braterstwo... więc słuchaj, słuchaj, ty mnie zrozumiesz, ty jeden tylko. Ale nie powtarzaj
Jego, co usłyszysz przed światem, bo wyszydzą i mnie i ciebie. Słuchaj, abyś się uczył cenić poklaski podłego tłumu, który cię otacza; abyś przestał rozdzierając własne łono karmić ich, jak pelikan krwią swoją zgłodniałe pisklęta, bo oni tylko szyderstwem i przekleństwem odpłacą ci za to.
Czekałem aż się uspokoi gniew jego, i ja byłem wzruszony tą przepowiednią, jaką mi zrobił; lecz gotów stanąć do walki przeciw nienawiści i szyderstwu, za szyderstwo płacąc miłością, za nienawiść poświęceniem.
Usiadłem przy nim na łożu zapominając wcale, że się znajduję w celi waryata, bo on mówił do mnie głosem rozumu, a słowa jego spłynęły mi do serca, jak spływa łza sieroty w suchy piasek grobu na mogile matki uroniona.
Po chwili zaczął następujące opowiadanie:
W roku 1833 straciwszy rodziców, którzy mi pozostawili znaczny i niezależny majątek, przybyłem na mięszkanie do Warsza-
wy, gdzie łatwiej mogłem się oddać nauce, którą od najmłodszych lat zamiłowałem. Unikając wszelkich znajomości, wynająłem dwa pokoiki w podwórzu jednego z domów przy ulicy Nowy Świat, których okna wychodziły na maleńki ślicznie utrzymywany ogródek, zasadzony kwiatami i kilką drzewkami akacyi.
Nademną mieszkał ubogi skrzypek z córką swoją Maryą, piękną i młodą, która jak kwiat wiosenny kwitła pomiędzy trawkami swego ogródka, zaledwie na świat. wychylając się. Ojciec Maryi utrzymywał się, ucząc muzyki i grając za nędzną zapłatę w miejscach publicznych, gdzie nie umiano ocenić jego znakomitego talentu.
Obok mieszkał młody poeta, na dole zaś stolarz sprzedający trumny.
Innych sąsiadów zajmujących frontowe pomieszkania nie znałem wcale, i tych, o których wspomniałem, tylko z daleka ukłonem