Strona 50
A z drugiej strony po nad przepaście
Czarna się jego czepiała postać;
Jak bluszcz, co pnie się po starej baszcie,
Żeby się wieńcem na skroń jej dostać.
Tak im płynęły chwile... Mówicie,
Że czas wam nudno, leniwo ciecze,
Uczucie zimnym cyrklem mierzycie.
Ale używaj, kochaj człowiecze,
A dniem ci spłyną te długie chwile;
Zanim do czary przyłożysz usta,
Już po roskoszy... już ona pusta,
A ty się zbudzisz z snu przy mogile
Dymitr namiętny, Wisława młoda,
Oboje pierwszy raz pokochali,
Taka namiętność gdy pierś rozpali,
To jak wzburzona na rzece woda,
Toczy się, tamy wszystkie rozrywa,
Ani jej wstrzyma cnota, powinność !
Dymitr szczęśliwy, ona szczęśliwa,
Ale niestety! gdzież serc niewinność?
Ta myśl raz pierwszy duszę uderza.
Jeszcze nauki matki pamięta;
Ona bez grzechu dotąd jak święta,
Nad przepaść zguby tak szybko zmierza.
Czyliż nie wstrzymanie jej? Niestety!.
Ileż to razy cofnąć się chcemy,
Ale im bliżsi straszliwej mety,
Zamknąwszy oczy, śmielej idziemy.
Lecz jakąż plamę miłość ta dla niej,
I dla obojga przyniesie skutki?
Głowę rozboli, serca porani,
A moie zniknie za moment krótki.
Miłość się tylko szczęśliwa studzi.
Nieraz ci, co się zdala kochali,
Kiedy się zbliska okiem spotkali
Poszli koleją zwyczajnych ludzi.
Nieraz miłośne młodości szały,
Małżeńskich przysiąg słowa rozchwiały.
A ci, co tylko, jak właśnie oni,
Duszą — nie brudnem kochają ciałem,
Czystemi po tej przebiega błoni,
I zejdą z sercem do grobu stałem.
Takiej miłości nic nie przymroczy,
Zawsze niebieską jaśnieje krasą;