Strona 52
5.
Ale cóż, sercu nigdy nie zadość!
Im się już przykrzy ten przedział we dnie,
Dymitr smutnieje, Wisława blednie.
Gdzież się podziała ich dawna radość?
Dziś, kiedy w noc się zejdą samotnie,
To ani rozmów tkliwych jak dawniej,
Tylko milczący, klną świat stokrotnie,
Że im się nie da pokochać jawniej.
On już nie dzwoni po strunach lutni,
Ona się gniewa, że jej nie nuci;
Przyjdą weseli, odchodzą smutni,
Sami nie wiedząc co ich tak smuci.
Wisława nie śmie spojrzeć mu w owy
Jemu i miło, i znowu nudno;
Czem inny pamięć słodko uroczy,
To im bez wstrętu przypomnieć trudno,
Raz stali z sobą, stali tak w parze,
Jak nad mogiłą dwa ścięte drzewka,
I spletli rączki, schylili twarze,
W ramiona chłopca upadła dziewka..
Długo tak, długo stali w milczeniu
Długo ni słowa żadne nie rzekło
Po łez im kilka na lica ściekło,
I smutek w jednem prysnął westchnieniu.
Nad niemi niebo w gwiazdach połyska,
Miesiąc jak świadek stoi na straży,
Ale im o tem ani się marzy,
Ziemia i niebo przed niemi pryska...
Była to chwila szczęścia, rozkoszy...
W życiu się drugiej takiej nie znajdzie,
Najświętsze czary w chwilę czas płoszy,
I żywo w trumnę złudzenia kładzie.
Jest przecież jakiś potwór w serc głębi,
Co nawet w chwili szczęścia je toczy,
I pocałunki kochanków ziembi,.....
A złote duszy marzenia mroczy,