Strona 53
Co jak upiora ręką po duszy,
Głaszcze nam troska., budzi cierpienie,
Schwycone cacko w dłoni rozkruszy,
Ten potwór straszny zwie się — sumienie!
I to ostatnie spotkanie było,
Ledwie do czary przytknęli usta,
Już w niej ni kropli, — jak czczość, grób pusta!
Sumienie szczęścia myśl w nich zabiło;
Jakby grom strzelił — rozpletli dłonie
Głos wojewody zagrzmiał im w ucho,
Wisława zbladła, jęknęła głucho,
A Dymitr poczuł sztylet w swem łonie.
6.
Czy was ucieszę — nie wiem czy wzruszę;
Twierdząc że Dymitr do życia wrócił,
Czy z biesem trzymał, czy dwie miał dusze,
Niedługo jakby z snu się ocucił,
Westchnął głęboko, otworzył oczy
I spojrzał w koło, spojrzał po sadzie,
I mniemał że się świat przed nim toczy,
Że mu się niebo na piersiach kładzie
Ciężko mu było, razem przyjemno,
I słodko jakoś, i znów niemiło.
A kiedy wspomniał wszystko co było,
Znów mu się w oczach zrobiło ciemno