Strona 54
Upadł na trawę, a chłodna rosa,
Spłukała zwoje czarnego włosa.
I tysiąc uczuć naraz nim wzrusza;
A z nich najpierwszem było — obawa,
Z tysiąca wrażeń pierwszem — katusza,
Z tysiąca myśli pierwszą — Wisława.
W piersiach mu zaschło, ogień go pali,
O! gdyby wody choć dwie kropelki!
Spojrzał ku niebu... dalej i dalej...
O jaki świat ten piękny, jak wielki...
Jemu za ciasno, jemu jak w trumnie,
Wszystkie krwią naraz żyły nabiegły,
Wszystkie się zdroje do piersi zbiegły,
I tak do rany kupią się tłumnie,
Jakby rozerwać chciały na ćwierci,
Piersi i serce; — znów chłodniej, chłodniej,
Śmiech wbiegł na usta, z przeczuciem śmierci
Było znów w duszy jaśniej, pogodniej..
O! jeśliś kiedy kochał prawdziwie,
Jak się raz tylko pokochać wolno,
Jeśliś darzony miłością wspólną,
Przepędził kilka chwilek szczęśliwie,
Których nie mogła troska zakłócić.
Gdyś marzył, jutro będzie tak samo!
A jutro szczęście każą ci rzucić,
I wszystkie twoje marzenia złamą:
Powiedz, co wtenczas w duszy się dzieje
Gdy z jednej strony twój anioł stawa,
A z drugiej świat ci kładzie swe prawa,
Z miłości szydząc w głos się rozśmieje?
Ach! tu niestety było inaczej,
Ledwie czerpnęli nektar zbyt drogi,
Dla jednej przyszłość hańby, rozpaczy,
Drugiemu grób się ściele pod nogi.
Długo tak Dymitr pił rosę nocną,
Zielsko na piersi zranione kładnie,
Ciemne oblicze coraz to bladnie;
Lecz westchnął lekko a potem mocno,
I z tem westchnieniem życie wróciło,
Wróciło czucie i ster myślenia,
Ale tam myśli szczęścia nie było;
Bo jakież szczęście bez niej, o Boże!
Ona za kratą, w murach więzienia.
A Dymitr ręką władać nie moie.