Strona 55
Są tajemnice w przyrodzie ciemne.
Których napróżno mędrzec docieka.
O! opiekuńcza straży człowieka,
Nigdy twe środki nie są daremne.
Błogi, kto w cuda przyrody wierzy;
Dymitr ich doznał tego wieczora,
Ciężko zraniony pod jawor bieży,
I czerpie wodę u stóp jawora;
Obmył nią ranę, krew wodą spłukał,
Potom kwitnącej kaliny szukał;
Na serce świeżą gałązkę kładnie,
I zaraz dawne wracają siły,
I jakiś pokój przejął go miły,
A sercu było tak pięknie, ładnie
Jakby się wyrwał z objęcia matki.
Po śnie straszliwym słodkie zbudzenie!
Wczorajsza schadzka, nocne wypadki
Wyszły z pamięci, — znikło cierpienie.
7.
Trzy noce zbiegło, — a nocy czwartej
Dymitr się zbliżył pod zamku mury;
Tam mu z komnaty kratą zapartej
Dziewicza szata błysnęła z góry,
Wisława w oknie, on u stóp więzy,
Na piersi swoją oparłszy głowę,
Przepaść dzielącą z nią wzrokiem mierzy,
I taką z lubą wiedzie rozmowę:
DYMITR.
Ty mi aniele miłość wspominasz,
Ty mi przyrzekasz chwile łaskawsze;