Strona 57
WISŁAWA.
Dymitrze! dla mnie poświęcasz tyle.
A ja mniemałam — do wieńca chwały
Gdy mirtu listek dorzucę mały,
Ze mój nikczemny dar przyjmiesz mile, —
A dziś...
DYMITR.
Dziś, luba! daruj, bluźniłem,
Bo czyż o ziemskiej chwale ten mam,
Kto się anioła kochać odważy?
O! chwili takiej jak ja przeżyłem
Nie chciałbym mieniąc za szczęścia lata.
Bo czyliż warto za poklask świata,
Lub listek moie odarty z trumny —
Wyrzec się ciebie? — dar to zbyt mały,
A ja zbyt wielki, — może zbyt dumny,
Zdeptałbym nogą ten wieniec chwały,
O! jam to poznał; słuchaj, — opowiem,
Bo tu inaczej w mojej jest duszy:
Co się w mej piersi lało ołowiem,
To ich zbyt zimnych ani poruszy. —
Gdy chcieli pieśni — grać trzeba było;
I na tę nutę jak im się chciało.
Oni mię tylko łudzili chwałą,
Mnie się też o niej jak dziecku śniłoś; —
I potem; — potem jak gdyby z łaski
Jeżelim od nich łez dostał kilka,
To jeszcze była zbyt piękna chwilka,
Jakby jałmużnę dali poklaski. —
Wówczas cierpiałem srogie męczarnie,
I żal mi było żem wzrósł do pieśni;
Kwiat mego czucia przekląłem marnie,
Strwoniłem; — bogdaj zginął był wcześniej!
Im trzeba tylko pieśni przy winie,
Bo wtenczas ona może rozśmieszyć,
Albo jeżeli nudno czas płynie,
Bo wtedy zdoła umysł pocieszyć,
I nieraz w głoś się śmieją słuchacze,:
Lecz serce milczy przy dźwięku pieśni;
Z nich się żadnemu o tem i nie śni,
O czem ja marzę, za czem ja płaczę.,.
I była cisza, — a biała postać
Coraz się, coraz na kratę chyli, —
Długo na siebie milcząc patrzyli,
On rzekł: "tak dłużej nie może zostać!
Znam twego ojca, znam ja i siebie, —
Ja nazbyt dumny, On znowu srogi,
Choć ukochałem nad wszystko Ciebie,
Ja się słać jemu nie chcę pod nogi.