Strona 58
Cóż — że nas przepaść, ie krata dzieli,
Jabym potrafił unieść cię ze mną,
Choćby u stóp mych ogień rozdęli,
Choćby się piekło słało przedemną;
Ale jest sposób inny; mnie Nieba
W moim najświętszym wspomogą celu
I ja powrócę po dniach nie wielu, —
Bo wiesz — ty luba, czego im trzeba?
Słyszałem z twego ojca rozmowy,
Wiem za go sprzeda krwi swojej dziecie, —
Za skarby złota, za blask herbowy...
I to — i drugie znajdę na świecie.
A nikt nie powić, żem ja szalony,
Jeźli się siłą dobiję Ciebie, —
Ręka, co dzwonić umiała w strony.
I miecz pochwycić' umie w potrzebie. —
Lecz czas się rozstać, — bliski poranek,
Jużem ułożył wszystko: — bądź zdrowa!
Z pola ci bitwy przyniosę wianek,
Lub pożegnania przyślę ci słowa.
8.
Co się tam bieli, — czy to łabędz i
Wędrowne stado padło na trawie,
Czy białe gęsi, siwe żurawie? —
Nie, to Tatarów ćma taka pędzi!
Białe ich futra iak skrzydła ptasie,
I pół xiężycem chorągwie świecą:
A gdzie się przemkną, kędy przelecą —
Tam sioła płoną, kwiat więdnie w krasie.
I gnają trzody, i dziewki hoże,
I niszczą chaty, i palą sioła.
A lud z rozpaczą do niebios woła,
"Wybaw nas Boże, wybaw nas Boże?
Wiosna tak świeża, tak wonna była,
A gdzie ich noga stąpi — tam marnie