Strona 59
Kwiat więdnie, zboże przepada w ziarnie,
Jakby się ogniem ziemia paliła.
Po co nam w czoła pracować pocie,
Co Niebo dało, wróg zaraz skradnie,
Kłos nim dojrzeje — to zgnije w błocie,
A nasz dobytek marnie przepadnie."
Tak kmieć w rozpaczy gorzko narzeka,
Bo mu przed okiem Tatarzy stoją,
I każdy chatę porzuca swoją;
A kto potrafi w bory ucieka.
Serce się kraje spoglądać na to,
Jak ci twe własne stodoły spalą.
Ziarno rozsypią, chatę rozwalą,
Oj! gorzko płakać nad taką stratą. —
Lecz jeźli żonę młodziuchną miałeś,
Kilkoro pięknych — dorosłych dziatek,
Jeźli to cały był twój dostatek
Ty naraz bez nich jeden zostałeś;
I jeszcześ widział, jak dzieci gnali...
I żonę w oczach twoich zhańbili,
Ażeby potem w jassyr sprzedali. —
O! lepiej takiej, nie dożyć chwili,
Bo gdy nie padniesz w takiej katuszy,
Jakiż grom twojej dosięgnie duszy?
Kędy Tatarzy ogniem zaświecą,
Tam lecą wrony i kruki lecą.
Oj! będzie, będzie żeru nie mało
Tatar bogate zabiera łupy,
Dla niego zdobycz, dla ptastwa trupy
Ale dla kmiecia nic nie zostało. —
"Ałłah! Bismillah." Tatarzy wrzeszczą,
I pędzą dalej z sioła do sioła,
A gdzie się przemkną chmara, złowieszczą
Tam lud o pomstę do Nieba woła. —
Ależ czy długo rozboju będzie?
Zastęp rycerzy zbrojnych nadjechał,
Wściekły Tatarzyn łupieztw zaniechał,
I w step ucieka w szalonym pędzie
Lecąc tysiące strzał jeszcze ciska,
I pędzi dalej.... za nim wron siada, —
Potem się w różne strony rozpryska,
I w wielkich wrzosach jak mgła przepada. —
Ale dowódzca naszych zastępów
Zna te Tatarskie zwykłe wybiegi, —
I tam rycerstwo wszędzie gdzie zbiegi,
Orły ścigają po stepie sępów.
I już są blisko! Tatar na błonie
Prysnął w pół xiężyc... ha! co to będzie?