Strona 60
Zwarli się z sobą, a w takim pędzie,
Że pył zasłonił ludzi i konie.
Ale gdzie tylko dopatrzą oczy,
Tam czarny rycerz w zbroicy kutej,
Jak szatan wściekły, jak tygrys luty —
Z Tatarskich piersi krwi zdroje toczy.
Nie dojrzysz twarzy, bo pod przyłbicą,
Tylko ocz dwoje straszliwie błyska,
Wróg się pod jego zwija szablicą,
Wszędzie zniszczenie — śmierć — postrach ciska.
Gdy Han Tatarski spostrzegł rycerza
Wnet jak szalony ku niemu pędzi,
Czarny mu dłuższej drogi oszczędzi,
Bo i on także ku niemu zmierza, —
Czarny silniejszy, ale pohaniec
Nie mogąc siłą — zdradą podchodzi:
I taki z sobą zawiedli taniec,
I tak to było dzielnie, tak hucznie,
Że ani wy to pojmiecie młodzi,
Ani ja umiem wyrazić sztucznie.
Miecz już Czarnemu prysnął na dwoje,
Nad uchem strzała po strzale świszczy,
Z piersi otwartej cieką krwi zdroje,
Tatar handziarem w oczy mu błyszczy.
Skoczyli z koni, zwarli się z bliska,
Aż się dotknęli wzajem piersiami,
Jeden drugiego w ramionach ściska,
Jeden drugiego dławi rękami.
Tatar na ziemię zwija się, toczy,
Jakieś wyrazy dziwne bełkoce,
Krwią mu już małe zabiegły oczy,
A duch się w zdrowem ciele szamoce.
Czarny kolano na pierś mu kładnie,
"Poddaj się, wraże!" Han nożem błysnął,
Chciał go Czarnemu w pierś wtłoczyć zdradnie,
I osłabiony upadł bez siły,
Bo Czarny rycerz tak go uścisnął,
Że naraz wszystkie porwał w nim żyły.
Noc zatrzymała dalsze gonitwy,
I pogrom pogan. — Zwycięzkie pioski
Lecą po rosie, jak echo bitwy...
Dymią się chaty, miasta i wioski;
Tu, owdzie leżą na polach trupy, —
Rycerstwo brańców odbiwszy jedzie;
Tatarzyn oddał porwane łupy,
Stratą ogromną napad opłacił; —
A Czarny rycerz pędzi na przedzie,
On się lauru wieńcem zbogacił.