Strona 63
A gdy w powietrzu zrobił znak krzyża
Wszystko przepadło, wycia ustały.
Potem zobaczył tuż blisko koła,
Jakąś dziewicę młodą i cudną;
Ona go nęci, do siebie woła,
Ale też uwieść Dymitra trudno.
Ciemne jej włosy płyną na szyję
W śnieżystą szatę okryta cała,
To się nią słoni, to znów odkryje,
Aż z zasłon pierś jej błysnęła biała,
Wznosi się lekko, wznosi swobodnie,
W oczach jej miłość żądzą jaśnieje,
Zapłacze z cicha, znów się rozśmieje,
I mówi: "Chłopcze, to tak niegodnie !
"Pójdź tu najmilszy, po co tu czekasz,
Ja się chcę tobie poświęcić chętnie,
A ty rozkoszy chwilę odwlekasz,
Co się tak tobie śmieje ponętnie.
Czy nie masz serca, chłopcze mój luby?
Tylko pójdź bliżej do mnie, — pójdź ze mną!"
Dymitr znów krzyżem uniknął zguby,
A postać w mgłę się rozwiała ciemną. —
Biją znów gromy, — a po tem w ciszy
Cudownej pieśni echo zabrzmiało,
Dymitr jej słucha, a chociaż słyszy
Ślicznego śpiewu jeszcze mu mało...
To jakieś ptaszę siadło na drzewie,
Z złotemi pióry, tak cudnie śpiewa,
Ze aż się dusza lubuje w śpiewie...
I dalej — dalej... z drzewa na drzewa
Zlata ptaszyna nucąc radośnie,
Aż sercu bez niej tęskno i nudno,
I tak mu bez niej było nieznośnie,
Że mu już w kole wysiedzieć trudno.
Ale przebrzmiała piosenka. — Dalej
Widzi znów jakieś drzewa i kwiaty,
Każdy Usteczek słońcem się pali,
A wszystkie w inne ubrane szaty,
Nie tak, jak te tu, co widzim z wiosną;
Bo zamiast kory, w złocie się kryły,
I tak się zdało, ze z srebra rosną,
A liście na nich z brylantów były. —
Krzewy prześliczne z pereł, koralów,
Ubrane w kwiaty dyamentowe,
I safirowe, i rubinowe,
I z ametystów, albo z opałów.
Po cóż mu innych bogactw, — gdy
Krok tylko jeden za koło stawi,