Strona 64
Będzie miał skarby, srebro i złoto?
Ale Dymitra i to nie bawi.
On nieruchomy jak posąg z ciosu,
Ani go widok cudowny wzruszy,
Swych tylko przeczuć posłuchał głosu,
Bo jemu milsze zbawienie duszy. —
Skarby się w ziemię z trzaskiem zapadły,
A szatan innych środków używa;
Lecz Dymitr chociaż drzący i zbladły,
Jakby przykuty w kolisku stoi;
Tak go nadzieja szczęścia zagrzewa,
Że się piekielnych sideł nie boi.
Całą noc przetrwał. — Co widział potem
Było straszliwsze. — Słońce na wschodzie
Szybszym niż zwykle wzbiło się lotem,
Niebo się w takiej lśniło pogodzie,
Jak gdyby Pan Bóg widząc zdaleka
Pogrom szatana, walkę człowieka,
W piękniejsze pałac swój ubrał szaty.
Z dniem Dymitr śmiało koło porzucił,
I hymn pobożny klęcząc zanucił,
Nadzieją szczęścia, kwiatem bogaty!
Daremnie szatan kwiat tajemniczy
Pragnął wytrącić z Dymitra dłoni,
Kwiat ten mu skarbów wszystkich użyczy,
A ciemną oczom przyszłość odsłoni.
On w jednej chwili wszystko przenika.
Dopatrzył w ziemi na spodzie złoto,
I spojrzał w przyszłość... myśl szczęścia znika..
Byłoż mu, było patrzeć w nią po to;
Ażeby boleść uczuć tak srogą?
Lecz co tam widział, — człowiek nie zgadnie;
Załamał ręce, kwiat zdeptał nogą
"Oh! krzyknął, niech z nią w piekle przepadnie!1
Burza zawyła, wicher zaszumiał,
A szatan, który zawsze pilnuje,
Tego, co dziwny kwiat zdobyć umiał,
Schwycił kwiat, — wraz z nim kryjąc się w piekle
A Dymitr został, zaśmiał się wściekle;
Tysiąc mu planów w myśli się snuje,
Jeden po drugim w duszy rozkłada,
Wierny swój sztylet uścisnął w dłonią,
Nie bluźni niebu, i łez nie roni,
Ale ponuro; "biada, rzekł, biada!"