Strona 65
10.
U Wojewody hucznie, wesoło,
Krążą kielichy, wino się lejc,
Szlachta za stołem usiadła w koło,
A młodzież w skocznych tanach szaleje.
Tysiąc świec plonie, a pary setne,
Z jednej do drugiej komnaty krążą, —
To się powiążą, to znów rozwiążą.
A wszędzie widać ubiory świetne;
U dziewic skromność, w młodych odwagę,
U starych czerstwość, cnotę powagę, —
Jakąś otwartość, jakąś szlachetność —
I śród wesela tęskliwą rzewność.
Lecz zkąd ta uczta u Wojewody?
Dziś piękną córę za mąż wydawa,
Jej to weselne wyprawia gody; —
Lecz gdzież się młoda kryje Wisława?
Ona zamknięta w swojej komnacie,
Zdeptała wianek ślubny nogami,
Zamiast w weselnej — w żałobnej szacie,
Zamiast radości, — zalana łzami,
A ojciec na nią z gniewem nalega,
Żeby z uśmiechem wyszła do gości;
A choć w rozpaczy córkę spostrzega —
Niegdyś najtkliwszej przedmiot miłości,
Dumnie jej rozkaz wydaje srogi,
Ażeby białe przywdziała szaty,
Drogie materye, i ubiór drogi;
I blade czoło ubrała w kwiaty. —
Daremne łzy jej, daremne prośby,
Pod klątwą ojciec spełnić to każe;
Czyż nie posłucha dziecię tej groźby,
Z miłością klątwa czyż chodzi w parze?
Upadła do nóg, łzami je moczy,
"Ojcze mój! panną pozostać wolę!
I spletła dłonie, podniosła oczy,
I tak mu swoje wyznaje bóle.