Strona 66
"Jeszcze mi czasu miesiąc daj ojcze,
Nie mogę cudzą wpierw zostać żoną,
Lepiej żelazo w pierś pchnij zabójcze,
Lepiej sztyletem przebij mi łono.
Tylko ten miesiąc... potem w twe ręce
Złożę swą przyszłość, ojcze mój drogi;
Choćbyś jak dziś los przeznaczył srogi,
Ja się na wszystko wtenczas poświęcę,
I będę żoną, i będę sługą
Tego, co sam go dasz mi za pana...
O! ja nie mogę wpierwej... niedługo..
Ojcze mój... Ojcze, przebacz mi!" — Zbladła,
I znów gorzkiemi łzami oblana
Raz wtóry ojcu do nóg upadła.
Próżne błagania, — dziewicy słowa
Wnet się o duszę rozbiły twardą,
Jeszcze go silniej tknęła jej mowa,
Jeszcze ją z większą odepchnął wzgardą!
W ślubnej więc szacie, w kwiatach na czole,
Piękna Wisława na salę wchodzi.
Z rozpaczą w sercu, w Szczęśliwem kole
Pośród tańczącej stanęła młodzi;
A oblubieniec wciąż biega za nią,
Jak szatan duszy tak jej pilnuje?
Starca jej młode oczęta ranią,
Krew się po żyłach ogniem wiruje;
Choć lat sześćdziesiąt skończył już dawno,
Lecz za to bogacz, złota ma mnóstwo.
Lecz choć pan młody lśnił się od złota,
Ale że w winie skąpał się właśnie, —
Więc mu i tańczyć przyszła ochota...
Niechajże tańczy... niedługo zaśnie!
Teraz do stołu zasiedli goście,
Na dworze straszna ciemność i słota,
I wicher wyje, i burza miota —
A oni piją... U bram na moście
Któś w róg zadzwonił głośno trzy razy..,
Wisława zbladła, drży mimowoli,
Jakoś jej nudno, serce ją boli;
W duszy posępne stają obrazy,
I myśl o szczęściu, o dniach miłości.
Dziś wszystko dla niej musi się skończyć,
Trzeba się wyrzec szczęścia, przyszłości,
Z Dymitrem jej się trzeba rozłączyć. —
Dziś dwa obrazy widzi Wisława,
Dwojaka przyszłość w oczach jej stawa:
Rozpacz, zgryzota, i z nią małżeństwo,
Albo też Dymitr, a z nim przekleństwo!