Strona 68
I śpiewak lutnię wypuścił z ręki.
Znajomą piosnkę wszyscy poznali. —
A pątnik kaptur uchylił z głowy,
I stanął dumnie, — a z jego dłoni
Błysnął im w oczy sztylet stalowy. —
Wisława wstała, i łez nie roni,
Wspaniałym salę przechodzi krokiem,
I wzięła sztylet z ręki młodziana,
Wzrok jej się spotkał z Dymitra wzrokiem,
Dziewica przed nim zgięła kolana;
"O mój Dymitrze, Dymitrze luby,
Czemuś ty czemu, nie wrócił wczora?
Dziś już po wszystkiem, dziś już nie pora,
Ojciec to sam mnie popchnął do zguby.
Próżno błagałam, pod klątwą srogą
Kazał mi przystać na to zamężcie, —
O! z tobą tylko jednym me szczęście,
Wiesz że nie kocham więcej nikogo. —
Ach! raczej umrzeć!... po cóż mi życie,
Chciałam je tylko znosić dla ciebie;
Zginę!... lecz dziecię moje... ach, dziecie!..
Ach! ono będzie aniołkiem w niebie!,
Luby! tyś ojcem memu dziecięciu! —
Mamże wieść życie w starca objęciu?
Zabij mię! — dziecię niech umrze ze mną!
Słuchaj Dymitrze, nie wiem co mówię
Ale mi w oczach tak strasznie ciemno,
Dziwne się myśli plączą po głowie...
Gdybyś ty także!.. O! jakże można —
Mówie ci o tem? ja taka płocha,
I mimowoli myśl ta bezbożna
Przenikła duszę. — Mnie nikt nie kocha,
Prócz ciebie tylko Dymitrze miły, —
Umrzyjmy razem!.. O! jak to pięknie,
Kiedy u wspólnej naszej mogiły
Jaki przechodząc pielgrzym uklęknie
I pieśń zanóci na naszym grobie,
A mnie przypomni, mówiąc o tobie!
O! nie, rzekł Dymitr, oddaj to cacko,
Nic tobie — dziecku, z bronią się bawić!
Czyż po to wszedłbym tu święto-kradzko,
Ażeby gościom ucztę zakrwawić. —
Oddaj Wisławo sztylet; — nie tobie
Przystoi takiej przymierzać broni!
Ty — w ślubnej szacie, mówisz o grobie,
A i któż po nas choć łzę uroni?
Ty nic wiesz luba, co za męczarnie,
Kiedy się marzy o losie świetnym —