Strona 8
Niedługo przewyższyłem mego nauczyciela i gra moja zyskiwała mi poklask znajomych i sąsiadów, którzy nieraz w nocy zgromadzali się pod oknem mego pomieszkania, słuchając jak za pociągnięciem smyczka po stronach budziłem w skrzypcach tysiączne dźwięki, spływające na dusze słuchaczy i budzące w nich silne wzruszenie.
Od pewnego czasu uważałem ponury smutek wkradający się w duszę mego nauczyciela.
Stary skrzypek z niechęcią począł mnie przyjmować w swym domu, sam przestał grać, i pewnego dwa oświadczył że dłużej mnie uczyć niechce.
— Umiesz już tyle co ja, rzekł do mnie, więcej nauczyć cię niemogę, nieszukaj innych nauczycieli, nauka tobie niepotrzebna, sercem pojąłeś muzykę, ono cię wykształciło i dalej kształcie będzie. Biada temu, kto uważa sztukę jak rzemiosło
biada mnie com cię uczył, biada, kto chce być muzykiem lub poetą dla sławy tylko, albo niedostawszy z nieba świętego namaszczenia; ten tylko stanie się wielki, kto ją pojmuje, duszą i czuje sercem.
Te słowa wymówił z goryczą i spojrzał na mnie jakimś niezwykłym wzrokiem. W tej chwili trzymał skrzypce w ręku, i gdy dokończył słów ostatnich, tak silnie pociągnął smyczkiem po strunach, że wszystkie naraz pękły wydając jeden pomięszany akord boleści i rozpaczy, jak gdyby uczucia jego odbiły się w tym instrumencie który ożywiał nieraz grą swoją.
Zadrżałem, silne wzruszenie ogarnęło duszę skrzypka, i jakby zapominając o mojej obecności sam do siebie następujące przerywane jękiem wymówił słowa:
— Tak, cóż mi teraz po tych skrzypcach, nie będę grał więcej; dotąd uważałem się za wielkiego artystę, za mistrza muzyki, jestem tylko nędznym grajkiem;...
sztuka nie jest rzemiosłem, sztuka, potrzebuje duszy; a ja,... ja nic nie umiem... O przeklęty! aż do tej pory łudziłem się sławą... cóż mi po tych poklaskach, któremi mnie tłum nagradza; tłum nieczuje, tłum niema serca... O gdybym był młody, gdybym miał te siły, ten zapał co dawniej i ten ogień w piersiach jak przed tem, umiałbym z posągów, z kamieni wywoływać życie; a dziś po cóż grać, chyba żeby uśpić słuchaczy lub żeby wyszydzili i wytykali palcem, że jeden młokos, uczeń mój przewyższył mnie, i od razu stanął tam gdzie ja nigdy niedojdę... ale biada mu, nikczemnik okradł mnie, wyrwał mi z duszy tg tajemnicę., którą odgadłem, tę wielką świętą tajemnicę, sztuki;... rzucił urok na mnie, albo jego skrzypce muszą być zaczarowane. Niepodobna aby ten człowiek zimny na pozór i niemający czucia tak głęboko przeniknął piękność muzyki; chyba że duszę swoją zamknął